Legenda księcia Albrechta von Wallensteina

„A jego własne słowa «powieście tę bestię» stałyby się głośnym porzekadłem, gdyby w większości przypadków nie były spełniane” – czyli o kształtowaniu się obrazu i mitu Albrechta Wallensteina na przestrzeni lat.

Wielkie wydarzenia historyczne, którym potem uczeni przypisują znaczenie epokowych, są zwykle nierozerwalnie związane z pewnymi „wybitnymi” jednostkami. Każde przełomowe odkrycie naukowe, słuszne twierdzenie, czy też krwawe zwycięstwo, mają swoich ojców, których imiona znajdują miejsce w pamięci wielu potomnych. Długotrwały konflikt, który nawiedził Europę w XVII wieku, a nazwany później wojną trzydziestoletnią, również wypromował, czy też osławił szereg postaci, których udział w wojennej zawierusze był niebagatelny.

Mężowie stanu, tacy jak król Gustaw Adolf, cesarz Ferdynand II, kardynał Richelieu, czy książę Albrecht von Wallenstein, odnaleźli swoje miejsce w świadomości Europejczyków, a nawet w dzisiejszej kulturze masowej jako bohaterowie, tyrani, zdrajcy, szaleńcy, czy też mordercy, łączący czasem wszystkie te oceny w jednej osobie.

Dokładnie z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku osoby księcia frydlandzkiego, Albrechta Wacława z Wallensteinu, którego w chwili jego śmierci nazwano „ohydną, krzywoprzysiężną, starą, rebeliancką bestią” , by już kilka lat później usłyszeć z ust kardynała Richelieu o „wiernym słudze”, okrutnie potraktowanym przez swego pana .

Jeśli przyjrzymy się prawdopodobnie pierwszemu autentycznemu portretowi Albrechta Wallensteina, powstałemu około 1620 roku, ujrzymy niemłodego już człowieka, który swoim wyglądem nie wzbudza szczególnego zainteresowania. Spokojny, bogato odziany szlachcic, uzbrojony w rapier, dzierżący w lewej ręce regimentarz.

Choć Wallenstein był już wtedy niewątpliwie postacią znaną, zapewne sława, która go wyprzedzała, nie była mu szczególnie miła. Według czeskiego historyka, Josefa Janáčka, podczas wystąpienia stanów czeskich przeciwko Habsburgom, Wallenstein nie tylko haniebnie zmienił stronę w czasie trwania konfliktu, ale po zamordowaniu jednego z pułkowników dopuścił się kradzieży 26 tysięcy talarów z pułkowej kasy i wraz z garstką muszkieterów zbiegł do Wiednia, licząc na przychylność cesarza.

Złej sławy przysparzały mu dodatkowo przyjęcie w darowiźnie cesarskiej ziem odebranych powstańcom czeskim, oraz, niesprawiedliwe co prawda, plotki o >„małżeństwie dla pieniędzy ze starą babą” – Lukrecją Nekšówną z Landeku (w rzeczywistości starszą zaledwie o rok od Wallensteina).

Nieprzychylnego obrazu późniejszego księcia Frydlandzkiego dopełnić mogą słowa dowódcy armii stanów czeskich, hrabiego Henryka Thurna, który nazywał wówczas Wallensteina „bestią, która straciła cześć i duszę” .

O tym, jak bardzo obraz ten zmienił się na korzyść księcia w początku lat 30. XVII wieku, najlepiej zaświadczyć może kolejny portret przedstawiający Albrechta Wallensteina w 1631 roku.

Nieznany malarz nie przedstawia nam już spokojnego starca, lecz istnego boga wojny. Generalissimus potężnej armii cesarskiej, odziany w połyskującą zbroję płytową, rzuca odbiorcy iście marsowe spojrzenie z wysokości czarnego rumaka. W istocie portret ten powstał w momencie szczytowej potęgi księcia frydlandzkiego. Oprócz rozległych i bogatych włości, cieszył się Wallenstein opinią najbardziej zaufanego żołnierza cesarza Ferdynanda II, doskonałego organizatora, a nawet (choć wielu uważa, że niesłusznie) doskonałego wodza i autora cesarskich zwycięstw nad protestantami.

Niezwykle ciekawe z psychologicznego punktu widzenia jest to, w jaki sposób łączył książę frydlandzki dyscyplinę zakrawającą nawet na okrucieństwo, z uwielbieniem, jakim darzyli go podkomendni. Zdaniem Josefa Janáčka, z ust cesarskiego wodza naczelnego najczęściej można było usłyszeć słowa „powieście tę bestię” , a sam Wallenstein był tak samo okrutny dla wroga czy ludności ziem okupowanych, jak i dla własnych podkomendnych.

Wszelkie zaniechania, a zwłaszcza dezercja czy ustąpienie z pola bitwy, karane były śmiercią, a na stanowisko dowódcy nie wpływały ani prośby rodziny oskarżonego, ani protekcje możnych. Książę potrafił jednak zjednać sobie podkomendnych dzięki „patrzeniu przez palce” na łupieżcze zapędy żołnierzy cesarskich, a także uzależniającej od dowódcy polityce nagród i awansów.

I choć to właśnie okres pierwszego sprawowania dowództwa nad armią cesarską powinien przywieść Wallensteinowi największą sławę, w masowej świadomości najmocniej zapisał się jego upadek. Wieść o zamordowaniu generalissimusa na rozkaz samego cesarza, w krótkim czasie obiegła całą Europę, wzbudzając iście tabloidową sensację.

Według Janáčka ,każdy ówczesny drukarz starał się jak najszybciej wydrukować relację z tzw. kaźni chebskiej, a artyści prześcigali się w tworzeniu miedziorytów ukazujących mękę i śmierć księcia frydlandzkiego. W wydawnictwie „Theatrum Europaneum” ukazał się cykl miedziorytów Mateusza Meriana, ukazujących zgładzenie Wallensteina i wiernych mu oficerów.

Książę frydlandzki nie jest jednak ukazany jako zdrajca otrzymujący należną karę za swój czyn. To zwyrodniali zamachowcy dokonują okrutnej rzezi nieuzbrojonych ofiar, które podejmują mimo wszystko próbę obrony swej czci. Warto w tym wypadku zestawić miedzioryt Meriana z relacją jednego ze spiskowców, Ottavio Picolominiego. W chwili śmierci miał być Wallenstein zmożonym chorobą starcem, odzianym jedynie w koszulę nocną , podczas gdy Merian przedstawia nam bogato odzianego starca, próbującego ratować się przed zezwierzęconym napastnikiem. Warte podkreślenia są również dwa poematy powstałe zaledwie kilka lat po śmierci księcia – Ludowa pieśń o Wallensteinie , sławiąca bohaterstwo i cnoty „Wallensteina Frydlandzkiego” oraz Pieśń o Wallensteinie V. K. Kocmánka, stylizowana na lament pokrzywdzonego przez cesarza bohatera.

Legenda księcia Albrechta von Wallensteina swój największy rozkwit przeżyła jednak pod koniec wieków XVIII i XIX. Stało się tak dzięki trylogii Friedricha Schillera wystawionej po raz pierwszy w 1799 roku. Jak twierdził polski literaturoznawca, Edward Lubowski , Trylogia o Wallensteinie miała wprowadzić niemieckiego poetę do grona najwybitniejszych dramaturgów ówczesnej Europy. Schiller podkreśla ludzki wymiar rozterek i postępowania generalissimusa. Jego Wallenstein nie jest zdrajcą, lecz osobą, która w wyniku własnej ambicji i politycznych zawirowań znajduje się w sytuacji, która okazuje się być bez wyjścia. W XIX-wiecznym malarstwie najwięcej motywów wallensteinowskich dotyczy śmierci księcia oraz jego wiary w astrologię, czego najlepszym przykładem jest Astrolog Senni nad ciałem Wallensteina autorstwa Karla von Pilotty’ego, łączący te dwa motywy. Artysta ukazuje odbiorcy tchnącą metafizyką wizję astrologa, który może tylko z pokorą przyjąć los wyznaczony jego panu przez nieomylne gwiazdy.

Jak widzimy, postać Albrechta Wallensteina uległa znacznej mitologizacji w europejskiej kulturze.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że czas zatarł mroczne karty życiorysu najwybitniejszego cesarskiego wodza, jednak jeśli przeanalizujemy przedstawione źródła, stwierdzimy, że większość autorów w Wallensteinie widzi nie tyrana, lecz ofiarę swoich czasów. Motywy związane z księciem przetrwały natomiast do XX i XXI wieku w muzyce (niemiecki zespół rockowy Wallenstein), czy nawet wojsku (próba utworzenia dywizji Waffen-SS Wallenstein).
Bibliografia

Źródła:

  1. Kocmánek V. K., Pieśń o Wallensteinie, w: J. Janáček, Śmierć Wallensteina, Katowice 1988.
  2. Ludowa pieśń o Wallensteinie, w: J. Janáček, Śmierć Wallensteina, Katowice 1988.
  3. Merian M., Cykl miedziorytów o zbrodniach chebskich z 1635 roku, w: J. Janáček, Śmierć Wallensteina, Katowice 1988.
  4. Pilotty K. von, Astrolog Senni nad ciałem Wallensteina, zbiory Bayerische Staatsgemäldesammlungen.
  5. Portret Albrechta Wallensteina na koniu z 1631 roku, autor nieznany, zbiory pałacu Wallensteina w Pradze.
  6. Portret Albrechta Wallensteina z około 1620 roku, autor nieznany, zbiory zamku frydlandzkiego.

Literatura:

  1. Ivanow M., Pitival czeski albo królobójstwa, Warszawa 1985.
  2. Janáček J., Śmierć Wallensteina, Katowice 1988.
  3. Lubowski E., Wallenstein, (05.12.2015 r.).