Włoska odwaga na bezkresnych stepach

Latem 1942 roku ofensywa 8 Armii Wehrmachtu posuwała się nieubłaganie ku nadwołżańskiemu miastu Stalingrad. Wraz z Niemcami do miasta noszącego imię wodza ZSRR szły wojska Rumuńskie, Węgierskie czy Włoska Armata Italiana in Russia - jednostki te znacząco odbiegały jakością od swoich niemieckich towarzyszy, ale niejednokrotnie braki sprzętowe czy zaopatrzeniowe rekompensowały nietuzinkową walecznością i odwagą. Utarło się, że Włoski żołnierz II Wojny Światowej był bardziej zainteresowany napełnieniem brzucha i pofikaniem w lokalnej izbie uciech, a walka była dlań przykrym obowiązkiem. Prawda jest jednak taka, że ten mit zasilany potężną falą włoskich jeńców jakich brali w Afryce Anglicy (głównie z powodu niedostatków transportowych i zaopatrzeniowych armii Mussoliniego) czy niemożnością opanowania znajdującej się pod bokiem Sycylii Malty (z powodu dominacji Royal Navy w regionie) brał pod uwagę tylko jedną, tą mało chlubną stronę medalu. Prof. Paweł Wieczorkiewicz, sowietolog i historyk wojskowości, podkreślał iż spadkobierca tradycji Imperium Rzymskiego potrafił w XX w. dzielnie walczyć, zwłaszcza jeśli był odpowiednio zaopatrzony. Potwierdzeniem tej tezy może być jedna z najgłośniejszych bitew stoczonych przez Włochów na froncie wschodnim, opodal chutoru Izbuszenski.

Jak w westernie: kawaleria na ratunek

23 sierpnia 1942 roku Regiment Kawalerii "Sabaudia" pod dowództwem pułkownika hrabiego Alessandro Bettoniego Cazzago zajął pozycje opodal Wzgórza 213,5 położonego w sąsiedztwie rzeczonego chutoru - był to element akcji osłaniania rozbitej dywizji "Sforzesca", która zebrała solidne baty trzy dni wcześniej. Od wzgórza będącego celem taktycznym misji pułku dzieliło Włochów ok. 1000 metrów, ale postanowili oni zająć je nazajutrz rano. Był to błąd, bowiem w nocy dwa radzieckie bataliony 812. Pułku Syberyjskiego obsadziły wzniesienie z zamiarem zaatakowania o brzasku pogrążonego we śnie obozu dalekich krewnych rzymskich legionistów. Element zaskoczenia prysł, kiedy włoski patrol wykrył Sowietów na wzgórzu - Ci straciwszy ten znaczący handicap, a raczej w geście ratowania tego, co z niego zostało, rzucili się do ataku. Włosi mimo ostrzału szybko zwarli szeregi wystawiwszy kilka dział polowych i kaemów poczęli odpowiadać ogniem na radzieckie uderzenie. Pułkownik Cazzago rozkazał 2 Szwadronowi w sile ok. 100 konnych zaatakować flankę atakujących.

Na ogół z wzniesionymi szablami, przy akompaniamencie trąbek, ruszyła jedna z ostatnich szarż kawaleryjskich w historii Europy. Nie brakowało zamieszania w szeregach atakujących, w wyniku mroźnej nocy część z nich nie mogła dobyć szabli przymarzniętych do pochew, zaś trębacz szwadronu zmuszony jednocześnie dzierżyć trąbkę oraz pistolet, omyłkowo wykonał to, co niecały wiek wcześniej gen. George Armstrong Custer - przestrzelił głowę swojego konia. Zaskoczenie szarżą w szeregach radzieckich było znaczne jednak piechurzy, gdy minęły ich kawalerzyści, odwracali się i strzelali im w plecy. Siła 2 Szwadronu zmniejszyła się o połowę - w reakcji na ten stan rzeczy włoski dowódca rozkazał spieszyć 4 Szwadron i zaatakować Sowietów od frontu, co dałoby czas znajdującym się za liniami wroga konnym na przegrupowanie oraz szarżę powrotną. Atak 4 Szwadronu miał poprowadzić kapitan Silviano Abba, brązowy medalista olimpijski w jeździe konnej. Manewr się powiódł, lecz nadal nie złamano oporu upartych piechurów spod znaku Czerwonej Gwiazdy, więc do ataku ruszył 3 Szwadron, frontalnie, konno, wsparty spontanicznie tuzinem konnych sztabowców maj. Alberto Modignaniego. Rosjanie się wycofali zostawiając ok. 150 zabitych, 300 rannych i 600 jeńców. Zdobyto znaczne ilości sprzętu i odzyskano kilkadziesiąt… włoskich mundurów, w które byli ubrani estońscy żołnierze walczący u boku Sowietów. Zapłacono cenę 32 poległych kawalerzystów i 52 rannych - dotkliwe straty odczuła zwłaszcza kadra oficerska - olimpijczyk, kpt. Abba poległ, swój grób w rosyjskiej ziemi znalazł także dowódca 3 Szwadronu, kpt. Marchio.

Ostatnia taka szarża w Europie

Oficerowie łącznikowi Wehrmachtu, którzy obserwowali starcie z sąsiedniej wioski byli pod wrażeniem odwagi Włochów, ale jednocześnie wraz z gratulacjami dla płk. Cazzago wyrazili tęskne ubolewanie: "Pułkowniku, tego rodzaju rzeczy…, nam już nie wolno tak walczyć". 24 godziny kupione dla dywizji "Sforzesca" wydatnie pomogły w jej przegrupowaniu, zaś szarża przeszła do tej chlubnej części włoskiej wojskowości i była nagłaśniana w krajowych mediach. Symbolem stał się jeden z rumaków-weteranów - Albino - który pomimo utraty wzroku w bitwie zyskał miłość i uwielbienie Włochów, by dożyć spokojnej starości i umrzeć osiemnaście lat później. Atak pod chutorem Izbuszenski jest uważany za ostatnią szarżę kawaleryjską w historii Europy oraz jest także odkłamaniem mitu o wiecznie tchórzliwych i unikających walki Włochach na frontach II Wojny Światowej.


Źródło: Wikipedia