Jego historia poruszyła serca milionów ludzi. Na długo przed śmiercią w 2016 roku ksiądz Jan Kaczkowski był postacią znaną wśród Polaków. Znany ze swojej energii i współczucia, ten młody ksiądz angażuje się w obronę godności nieuleczalnie chorych. Jego życie było bohaterem filmu „Johnny”, który od 23 marca można oglądać w serwisie Netflix. Ten zabawny i przejmujący film fabularny ukazuje śmierć ojca Jeana oczami młodego narkomana, którego ksiądz postanawia wziąć go pod swoje skrzydła.
Bynajmniej nie było pisane, aby ks. Jan stał się jednym z najsłynniejszych w Polsce zwolenników opieki paliatywnej. Młody Jan, niepełnosprawny od urodzenia, ma poważną wadę wzroku i trudności z poruszaniem się. Święcenia kapłańskie przyjął w 2002 r., jednak hierarchia kościelna odmówiła mu powierzenia roli katechety, uznając jego stan zdrowia za nie do przyjęcia. Następnie został kapelanem w miejscowym szpitalu w Bukele, gdzie odkrył, jak niedofinansowane są usługi opieki paliatywnej. I dramat, który się tam rozgrywa. „Część służby wewnętrznej szpitala, która zajmowała się opieką paliatywną w złych warunkach, została wyeliminowana” – zeznaje. Byłem tam księdzem i jak każdy ksiądz chodziłem od domu do domu, odwiedzając chorych. Widziałem ludzi cierpiących w agonii, gdy umierali na raka. Nie trzeba było być Napoleonem, żeby zrozumieć, że trzeba coś zrobić.
Dyrektor Centrum Opieki Paliatywnej
Zafascynowany doświadczeniem wizyt u umierających, ojciec Jan podejmuje się projektu, który uważa za dzieło swojego życia: budowy nowoczesnego ośrodka opieki paliatywnej. Dom św. Ojca Pio przyjął pierwszych pacjentów w 2009 roku. Centrum prowadzi ks. Jan, który od tego czasu uzyskał stopień doktora bioetyki. Pomaga chorym, towarzyszy zmarłym i ich rodzinom, udziela sakramentów. Jeśli ksiądz Jean bardzo wcześnie zdecydował się poświęcić obronie godności ludzi u schyłku życia, to dlatego, że wykazał się szczególną wrażliwością na najsłabszych, pozostawionych samym sobie.
Sens mojego kapłaństwa, sens mojego życia polega na sprawowaniu Najświętszej Ofiary i przebywaniu ze zmarłymi.
Pozostał jednak jeszcze jeden ostatni krok, aby uczynić z tego cały swój cel życia, czyli wyjść poza całkowite oddanie się wizerunkowi osoby, za którą chciał podążać. W czerwcu 2012 roku ks. Jan dowiedział się, że ma glejaka wielopostaciowego mózgu. Walczy już z rakiem nerki, ale ten nowy guz jest nieuleczalny. Swoją diagnozę przeżywa jako wyzwolenie, które daje mu siłę do przezwyciężenia wątpliwości. „Nie boję się już niczego” – mówi w kazaniu. Jestem wolny. Dziękuję Ci, mój Krabie (przyp. red.) za uwolnienie mnie od wielu lęków.
Chory ks. Jan nie przerywa swojej działalności w Ośrodku Opieki Paliatywnej. Dręczony myślą, że Centrum Świętego Ojca Pio upadnie po jego śmierci, rozpoczął masową kampanię mającą na celu pozyskanie datków: książki, konferencje, filmy w Internecie… Wkrótce ojciec Jean został zaproszony w telewizji i na falach radiowych . W całej Polsce. Stał się twarzą znaną Polakom. Choć osłabiony przez chorobę i niepełnosprawność, wydaje się pełen energii i wykazuje rozbrajającą determinację.
Ksiądz Jan stanowczo sprzeciwia się eutanazji i bezkompromisowemu leczeniu, będąc przekonanym, że poszanowanie godności pacjenta u kresu życia wymaga edukacji o śmierci. Zmiana postrzegania śmierci, zarówno dla samych pacjentów, ich rodzin, jak i opiekunów. Młody ksiądz postanawia przeprowadzić otwartą praktykę dla studentów medycyny w Centrum św. Ojca Pio. Dowiedz się, co mówić, a czego nie mówić umierającej osobie i lepiej zrozumieć jej potrzeby fizyczne i psychiczne, nie zapominając o zadbaniu o jej potrzeby duchowe.
Aby dobrze umrzeć, trzeba żyć
Nauczyć się dobrze umierać, to przede wszystkim nauczyć się żyć. Aby pomóc pacjentom i ich rodzinom, ks. Jan posunął się nawet do wydania „Przewodnika po chorobach”. Udziela porad, jak kontynuować życie pomimo choroby i jak wspierać chorego. Bez optymizmu stara się przekonać, że życie nieuleczalnie chorego może być intensywne i pełne sensu:
„Nie będę uprawiać magii: poważna choroba zwykle zmusza do całkowitej reorganizacji swojego życia i w dużej mierze życia bliskich, ale daje też coś w zamian To my powinniśmy byli dawno umrzeć temu i tym, którzy dzięki wysiłkom medycyny jeszcze żyją.” Jest zaskoczeniem dla innych i dla nas samych. Daje nam odpowiedni dystans do świata i do nas samych – to wielka siła do życia w chorobie, o pogłębienie bliskości z tymi, których kochamy i przyjęcie własnej śmierci.
„Jestem na niego chora”
Dla księdza Jana kluczem do dobrego życia i dobrego umierania jest jakość relacji z innymi. Zwłaszcza z innymi. Pisze: „Sens mojego kapłaństwa, sens mojego życia polega na sprawowaniu Najświętszej Ofiary i przebywaniu ze zmarłymi”. Młody kapłan, żywiący głębokie nabożeństwo do Eucharystii, swoją chorobę przeżywa jako udział w zbawieniu, w komunii z cierpieniem Chrystusa. Często powtarza: „Mam tego dość”. „Skoro Bóg jest tak niesamowicie blisko człowieka, absurdem jest obwiniać Go za zło, które spotyka nas lub świat” – zauważa w innym dziele. Kiedy więc odkrywam, że jestem nieuleczalnie chory, odczuwa się we mnie i ze mną strach i rozpacz – sam Chrystus jest chory razem ze mną. Jest w tej sytuacji słaby, tak jak ja.
Cierpij z Chrystusem, aby ofiarować siebie innym. Do końca Ojciec Jean towarzyszył św. Ojcu Pio w czasie jego śmierci. Zmarł w swoim domu rodzinnym dzień po Wielkanocy 2016 roku w wieku 38 lat. Poprzez swoje życie, które oddał w obronie godności osób najsłabszych, ojciec Jean daje cenne świadectwo naszej epoce, naznaczonej pokusą eutanazji.
praktyczny
„Johnny” w reżyserii Daniela Jaroszka, z Davidem Ogrodnikiem i Piotrem Trojanem, od 23 marca można oglądać w serwisie Netflix w wersji oryginalnej z napisami lub w języku francuskim.
„Dumny fanatyk sieci. Subtelnie czarujący twitter geek. Czytelnik. Internetowy pionier. Miłośnik muzyki.”
More Stories
W Cannes można zobaczyć film biograficzny o Władimirze Putinie, wyprodukowany w całości przez sztuczną inteligencję
Polski thriller Netflixa to wielka niespodzianka jesieni (wspina się na pierwszą dwójkę)
Gerard Depardieu zostaje oskarżony o napaść na tle seksualnym, a jego prawnik mówi: „Przypuszcza się…”