bilet
Artykuł zarezerwowany dla subskrybentów
Polski dziennikarz Michael Kokot uważa, że sposób, w jaki przeprowadzono akcesję Warszawy do UE, może dać pole do refleksji nad dalszymi rozszerzeniami.
Dwadzieścia lat temu nikt nie zakładał, że przystąpienie Polski do Unii Europejskiej będzie wielkim zwycięstwem kraju i Europy. Obawy budził brak reform, anemiczna gospodarka, wysoka stopa bezrobocia i tania siła robocza, które groziły przytłoczeniem rynku pracy w krajach zachodnich.
Polska wzięła pożyczkę i przystąpiła do UE. Kolejne rządy wdrażały żądane reformy. Duża część Polaków faktycznie wyjechała do pracy do krajów UE, ale polski hydraulik stał się symbolem pracowitego i rzetelnego rzemieślnika.
Akcesję Polski ostatecznie uznano za sukces i zakładano, że podobnie będzie w innych krajach. W 2007 roku do Unii Europejskiej przystąpiły Rumunia i Bułgaria. Tu zaczęły się prawdziwe problemy, gdyż kraje te, nękane różnymi konfliktami politycznymi, nie zainicjowały niezbędnych reform strukturalnych.
Reformy i narzędzia
Wkrótce do Europy dotarł kryzys gospodarczy i migracyjny, a ekspansja została odroczona Sinus umiera. Ponadto Polska, która do tej pory wydawała się dobrym europejskim uczniem, zaczęła stawiać pytania
„Guru mediów społecznościowych. Bardzo upada. Wolny fanatyk kawy. Entuzjasta telewizji. Gracz. Miłośnik internetu. Nieskrępowany wichrzyciel.”
More Stories
Oscary 2025 – kto w tym roku zdobył
Euro 2024: Holandia od tyłu pokonała Polskę w finale grupy C przeciwko Francji
W Polsce protest przeciwko wykorzystaniu sztucznej inteligencji w radiu