Dzięki temu nowemu urządzeniu, pomimo problemów, jakie pojawiły się podczas lotu, dwóch astronautów trafiło na Międzynarodową Stację Kosmiczną.
opublikowany
Czas czytania: 1 minuta

Duży krok dla Boeinga. Pierwsi dwaj astronauci przewiezieni statkiem kosmicznym Starliner amerykańskiej firmy weszli na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) w czwartek 6 czerwca. Pomyślne dokowanie stanowi decydujący krok w tej misji, na którą czekano od lat, pomimo problemów, jakie wystąpiły podczas lotu z układem napędowym kapsuły.
Jak zwykle rozległ się dzwonek na powitanie nowo przybyłych. „„Co za wspaniałe miejsce i wspaniale jest tu wrócić”.Astronauta NASA Butch Wilmore z uśmiechem oznajmił, że to jego trzeci pobyt na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), podobnie jak jego kolega Sonny Williams. Ta pierwsza załogowa misja Starlinera stanowi poważne wyzwanie dla kosmicznego giganta i NASA. Ma na celu udowodnienie, że pojazd jest bezpieczny i może rozpocząć regularną eksploatację.
Dziesięć lat temu Amerykańska Agencja Kosmiczna zamówiła dwa nowe pojazdy amerykańskich firm Boeing i SpaceX do transportu astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jeśli SpaceX już od czterech lat pełni tę rolę jako taksówka kosmiczna, program Boeinga powoli przynosi oczekiwane rezultaty.
Po wystartowaniu z Florydy w środę sonda zbliżyła się do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z ponad godzinnym opóźnieniem. NASA wyjaśniła, że pięć z 28 małych silników w pewnym momencie uległo awarii. Ostatecznie jednak cztery z nich zostały ponownie uruchomione, zapewniając liczbę niezbędną do operacji. Właz statku otworzył się około dwie godziny po dokowaniu, umożliwiając astronautom powitanie pozostałych siedmiu osób znajdujących się już na pokładzie laboratorium pokładowego (astronauci NASA i rosyjscy kosmonauci).

„Professional problem solver. Desire to be a culinary pioneer. Friendly beer lover.”


More Stories
Nintendo podnosi ceny konsoli Switch 2. Zmiany wejdą w życie po wakacjach
Sony i Bandai Namco stawiają na AI. Czy produkcja gier znacząco przyspieszy?
Linux ponownie pod presją. Dirty Frag może być najgroźniejszą luką od czasu Dirty Pipe