Hegemoniczne mrzonki karła. Największa wojna Ameryki Południowej

Ruchy dekolonizacyjne w Ameryce Południowej miały miejsce na początku XIX wieku. Ogromne tereny hiszpańskich wicekrólestw oraz wielkie brazylijskie dominium Portugalczyków zyskiwały niepodległość w bardziej lub mniej krwawych wystąpieniach przeciwko słabnącym imperiom Starego Kontynentu, które w dobie wojen napoleońskich nie były w stanie efektywnie utrzymać status quo za oceanem. Mimo idealistycznych, panamerykańskich ruchów unifikacyjnych mających na celu powstanie "superpaństwa" obejmującego wszystkie byłe hiszpańskie i portugalskie posiadłości, regionalne partykularyzmy wzięły górę w młodych państwach, co stworzyło pole do wielu sporów terytorialnych, z których część ciągnie się do dziś. Przyczyną tego stanu rzeczy było niejasne określenie terytoriów poszczególnych wicekrólestw czy mniejszych jednostek administracyjnych - kapitanatów w czasach kolonialnych, co już wtedy prowadziło do animozji pomiędzy cząstkami Imperium Hiszpańskiego. Spadkobiercami tych zapiekłych konfliktów stały się więc siłą rzeczy nowo powstałe organizmy państwowe, co uwidoczniło się także w wojnie Paragwaju z koalicją Brazylii, Argentyny i Urugwaju. Trwający nieco ponad pięć lat przelew krwi jest do dzisiaj największą wojną w Ameryce Południowej.

Brazylijskie awantury urugwajskie

Niewielkie państwo w dorzeczu La Platy było traktowane przez sąsiadów jak arena, na której ścierały się wpływy Brazylii oraz Argentyny, lecz to Cesarstwo Pedro II trzykrotnie od 1851 roku dokonywało zbrojnej interwencji u południowego sąsiada. Ostatnia z owych interwencji zapoczątkowana w kwietniu 1863 roku, wspierana w dużej mierze przez Argentynę, miała na celu obalenie sympatyzującego z Paragwajem rządu Partii Białych Bernardo Berro i Anastasio Aguirre. Oficjalnie inwazja była przeprowadzana siłami urugwajskiego generała Venencio Floresa, ale nie dało się ukryć faktu, iż był on oficerem w armii argentyńskiej. Położenie rządu Berro pogorszyło się wydatnie, gdy potężna brazylijska flota w kwietniu 1864 roku stanęła na urugwajskich wodach terytorialnych z żądaniem odszkodowań dla pasterzy (gauchos, utożsamianych z amerykańskimi kowbojami) w sporach granicznych z ich urugwajskimi odpowiednikami. W ruch poszła machina dyplomatyczna, która zadziwiła swoim rezultatem - niewielki Paragwaj rządzony przez barwnego Francisco Solano Lopeza wystosował ultimatum wobec potężnego sąsiada grożąc, że odpowie zbrojnie na każdą interwencję w sprawy Urugwaju. Nikt nie traktował tego ultimatum inaczej, niż jako pustego dyplomatycznego gestu, toteż w październiku oddziały Cesarstwa stanęły na ziemi Banda Oriental, jak nazywano strategicznie położone państwo u ujścia La Platy. W listopadzie Paragwaj rozpoczął, ku zdumieniu Brazylii, operacje zbrojne w prowincji Mato Grosso, zaś miesiąc później oficjalnie wypowiedział wojnę. Sytuacja była absurdalna - państwo traktowane na równi z urugwajską strefą wpływów przez potężnych sąsiadów rzuciło im rękawicę, w dodatku Urugwaj w lutym 1865 "rozwiązał" spór z Brazylią stając się jej sojusznikiem (Partia Koloredów doszła do władzy). Tak właśnie reżim Solano Lopeza, który szczycił się ukończeniem prestiżowej francuskiej uczelni wojskowej St.Cyr, uwikłał się w samotną wojnę z ogromnym sąsiadem…

Uczestnicy

Paragwaj przystępował do starcia z przewagą liczebną - dysponował 60,000 ludzi pod bronią, 400 dział oraz 28 znaczących jednostek rzecznych było siłą, której na początku konfliktu nie było równych. Wiedząc o znaczeniu rzek w nadchodzącej wojnie, głównie ze względu na brak dróg lądowych w granicznych rejonach, starannie fortyfikowano nabrzeża. Wyszkolenie szeregowych paragwajskiej armii było wzorcowe i opierało się na najlepszych standardach, jednak w parze z umiejętnościami prostych żołnierzy szły dwa katastrofalne w skutkach fakty. Po pierwsze brakowało nowoczesnej broni - żołnierze musieli polegać na przestarzałych muszkietach gładkolufowych o niewielkiej sile rażenia, artyleria przeżywała podobne problemy, zaś cieniem na kondycji armii kładły się problemy aprowizacyjne takie jak brak regularnych dostaw amunicji, żywności czy nieistniejąca instytucja szpitali polowych. Drugim deficytem było słabe wyszkolenie kadry oficerskiej oraz anachroniczny brak jakiegokolwiek systemu dowodzenia - decyzje podejmował osobiście prezydent-dyktator Solano Lopez.

Siły Potrójnego Przymierza stanowiło na początku ok. 9,000 Argentyńczyków, 2,000 Urusów oraz 16,000 żołnierzy Cesarstwa, z czego większość była poza teatrem działań. Szybko jednak nadrabiano braki i dla przykładu Brazylijczycy wystawili w sumie 146,000 ludzi pod bronią w toku konfliktu, a do tego dysponowali świetną flotą, która nie miała sobie równych na kontynencie. Początkowa dezorganizacja została przezwyciężona i wkrótce państwa liczące w sumie 11 mln ludzi bezlitośnie wykorzystywały przewagę siły żywej wobec niespełna półmilionowego Paragwaju. Dodatkowo wysiłek Potrójnego Przymierza był cementowany traktatem sojuszniczym, który szczegółowo określał działania i politykę wobec wspólnego wroga.

Od Mato Grosso po Curupayty

Paragwajska armia w sile dwóch kilkutysięcznych kolumn wkroczyła do brazylijskiej prowincji Mato Grosso w grudniu 1864 roku i odniosła ograniczone sukcesy, lecz nie opanowała stolicy stanu Cuiaby. W czerwcu 1865 roku brazylijska flota rozgromiła swojego mniej licznego adwersarza pod Riachuelo, co w znacznym stopniu ograniczyło możliwości manewru po kluczowych rzekach regionu tj. Parana. Odpowiedzią Brazylii była ekspedycja płk. Manuela Drago, która toczyła wojnę podjazdową do 1868 roku. Głównym teatrem działań było jednak południe, tam Lopez wystąpił o prawo przemarszu wojsk przez terytorium pozostającej jeszcze w neutralnym statusie Argentyny, podobnie postąpili Brazylijczycy. Obydwie prośby zostały odrzucone, jednak z taką różnicą, że Brazylia nie wypowiedziała wojny Argentynie. Paragwaj wypowiedział i w kwietniu 1865 roku najechał zbrojnie argentyńską prowincję Corrientes. Ta pokerowa zagrywka miała na celu pozyskanie wsparcia wpływowego federalisty Justo Jose de Urquizy, znanego z separatystycznych poglądów oraz nienawiści do obecnego premiera Argentyny Bernardo Mitre. I znowu założenie okazało się życzeniowe, bowiem lokalny caudillo opowiedział się jednogłośnie po stronie swojej ojczyzny. Nie był to koniec nieszczęść - siły inwazyjne w liczbie 3,200 ludzi pod dowództwem maj. Pedro Duterte starły się pod Yatay z ok. 12,000 sił koalicji. Wynik nie był trudny do przewidzenia, cała kolumna została zmieciona przez wojska Trójstronnego Przymierza i przestała istnieć za cenę 340 strat. We wrześniu 1865 roku spadł na paragwajskie siły kolejny cios - 8,000 garnizon twierdzy Uruguaiana poddał się siłom sprzymierzonych, którzy przeszli do ofensywy i weszli na paragwajskie terytorium. Tutaj na krótko oddziały Lopeza odzyskały rezon pokonując najeźdźców pod Sauce i Boqueron, lecz dostały w czapę pod Curuzu, co skłoniło gorącokrwistego dyktatora do prób negocjowania pokoju - bezskutecznie. Pewnie żałowano tego w obozie sojuszników po bitwie pod Curupayty 22 września 1866 roku, gdzie zmasakrowano nacierające wojska koalicji, co powstrzymało postępy sojuszników na 10 miesięcy. Ujednolicenie brazylijskiego dowództwa pod komendą Luisa de Caxias było strzałem w dziesiątkę, ten zdolny organizator przywrócił ducha w wojskach koalicji i oblężył kluczową twierdzę Humaita, gdzie stacjonowało 2,500 wojsk Lopeza. Do tego czasu Paragwaj stracił 60,000 żołnierzy, powołano pod broń już każdego zdolnego do noszenia broni mężczyznę, włączając w to biedotę, niewolników i dzieci, przy czym większość prac pomocniczych wykonywały kobiety. Armia szła do bitwy bez mundurów czy butów. Kraj był na skraju klęski gospodarczej i demograficznej. Lopez tracił grunt pod nogami, co ujawniło jego bezwzględną i brutalną naturę - kazał stracić swoich dwóch braci oraz taką samą liczbę szwagrów za sianie defetyzmu, a wkrótce także nakazał wychłostanie i egzekucję własnej 70-letniej matki, która odkryła przed nim informację o jego pochodzeniu z nieprawego łoża.

Gibraltar padł

Humaita była potężną twierdzą, zwaną "Gibraltarem Ameryki Południowej" oraz kluczem do paragwajskiego interioru. Oblężenie zaczęło się 2 listopada 1867 roku, zaś w lutym kolejnego roku flota sprzymierzonych przepłynęła z powodzeniem pod lufami dział fortecy i całkowicie odcięła połączenie z resztą kraju. Obrońcy heroicznie trwali do 25 lipca 1868 roku, kiedy to płk. Francisco Martinez poddał się wraz z pozostałym przy życiu garnizonem. Pułkownik został w oczach Solano Lopeza zdrajcą, zaś kara spadła na żonę oficera, zamordowaną przez tracącego kontakt z rzeczywistością tyrana. Solano Lopez zbierał siły do odparcia nieuchronnego ataku sprzymierzonych na stolicę kraju Asuncion. Udało mu się zgromadzić 12,000 ludzi pod bronią, których przemyślnie ustawił na linii rzeki Piquissiri - teren był idealny do obrony i korzystał ze wsparcia dwóch fortów. Caxias jednak nie pragnął powtórki spod Curupayty - polecił inżynierom zbudowanie drogi przez Gran Chaco, by wojska mogły znaleźć się pomiędzy Asuncion, a ufortyfikowanymi pozycjami nad rzeką. Kampania zaczęła się kiepsko - 6 grudnia pod Itororo wojska brazylijskie wpadły w zasadzkę, lecz w kolejnych starciach pod Avay oraz Lomas Valentinas okazały się górą. Solano Lopez desperacko odmawiał kapitulacji uchodząc do niedostępnej, górzystej prowincji Cerro Leon. Asuncion wpadło w ręce sojuszników w Nowy Rok 1869 i spotkał je straszliwy los - plądrowanie pozostawiło ze stolicy nagi szkielet budynków, nie oszczędzono nawet lokali europejskich misji dyplomatycznych. Ustanowiono także tymczasowy rząd, jednak wojna miała jeszcze potrwać - Solano Lopez ani myślał o kapitulacji. Obawiający się rosnących wpływów Caxiasa Cesarz Pedro II postanowił powierzyć zadanie coup de grace swojemu zięciowi, księciu d'Eu. Bitwy pod Piribebuy oraz Acosta Nu to kolejne 5,000 strat po paragwajskiej stronie, która przypominała już obwoźny cyrk pod wodzą paranoidalnego dyrektora - zabijano każdego, kto choć wspomniał o kapitulacji, od głównych sił odłączały się rozczarowane oddziały, które później nękały siły Lopeza wojną partyzancką prowadząc do dalszego wyniszczenia kraju.

Sic semper tyrannis!

Ostatni akt konfliktu rozegrał się nad brzegami rzeki Aquidaban-nigui. 1 marca 1870 roku siły sojusznicze zaskoczyły ostatni bastion paragwajskiej armii pod Cerro Cora. Solano Lopez został ranny ww toku walk i, zbyt słaby by iść, został odeskortowany przez swoich sztabowców nad rzekę. Ci oddalili się w poszukiwaniu posiłków, gdy na Solano Lopeza wpadł niewielki oddział dowódcy wojsk koalicji w tym starciu gen. Antonio de Camary. Zaoferował on Lopezowi poddanie się z gwarancją nietykalności osobistej, lecz ten z dobytą szablą rzucił się na Brazylijczyka krzycząc "Zginę wraz z moją ojczyzną!", słowa dotrzymał sekundy później zabity przez przybocznych generała w trakcie próby rozbrojenia (nie udało się ująć go żywego, a może nie chciano). Tak skończył życie tyran, który wprowadził swój kraj w epokę ubóstwa i przerażających zniszczeń, z którego nieszczęsna kraina dźwigała się przez kolejne dziesięciolecia.

Krwawa kurtyna opada

Straty dla Paragwaju, oprócz cesji części terytorium na rzecz Argentyny i Brazylii koncentrowały się głównie na aspekcie demograficznym. Szacuje się, że kraj pozbawiono 60-70% ludności, w tym 90% męskiej populacji. Przed wojną liczył on 420,000-450,000 ludzi, po wojnie ok. 150,000, z czego 28,000 stanowili dorośli mężczyźni. Dane te są szacunkowe, lecz na pewno zbliżone do realiów. Po stronie sprzymierzonych straty sięgają odpowiednio 50,000 Brazylijczyków, 30,000 Argentyńczyków oraz 5,000 Urusów. Paragwaj leżał w gruzach, po których Brazylia wspięła się do szczytu swojej cesarskiej potęgi, lecz jej kres przyszedł już w 1889 roku wraz z proklamowaniem I Republiki. W Argentynie nasiliły się tendencje federalistyczne oraz podupadł krajowy skarb, lecz wojnę uważa się za czynnik konsolidujący tożsamość narodową tego państwa. Urugwaj i Partia Koloredów, która stała w opozycji do Partii Białych utrzymała władzę do 1958 roku pomimo licznych rewolt niezadowolonej ludności. Solano Lopez i jego ocena stała się przedmiotem dyskusji, z jednej strony jest on przedstawiany jako lekkomyślny tyran, który doprowadził kraj do ruiny, z drugiej apologeci dyktatora wysławiają jego niezłomność i walkę do końca. Wpisał się on również w symbolikę walki małych państw Południowej Ameryki przeciwko potężniejszym, ingerującym w interesy słabszych, sąsiadom. Rocznica śmierci Lopeza jest do dzisiaj w Paragwaju świętem narodowym, tzw. "Dniem Bohaterów".


Źródło: Wikipedia